blogi Wuvixa

Bezpieczne opalanie = spokojne wakacje

Bezpieczne opalanie – czy w ogóle możliwe jest coś takiego? Przecież reklamy z ekranów telewizorów wręcz krzyczą o szkodliwości opalania i o przymusie smarowania się różnymi smarowidłami. Oczywiście, że możliwe jest bezpieczne opalanie! Słońce urosło w ostatnich latach do rangi „zła koniecznego”, a przecież gdyby zgasło, na Ziemi nie przeżyłby nikt. Żaden żywy organizm. Nie demonizujmy więc tej życiodajnej siły i nauczmy się z nią obchodzić – po prostu.

Przede wszystkim we wszelkich działaniach powinien nas cechować umiar. Dobre przygotowanie również nie zaszkodzi. Aby bezpiecznie spędzić wakacje w gorących, ciepłych krajach, ale również nad naszym polskim morzem, kiedy planujemy długie dnie pod gołym niebem, ochrona to, coś koniecznego. Jednak nie chodzi tylko o produkty doraźne, jak wysmarowanie się kremem z filtrem 50+ (wtedy zablokujemy cały dostęp witaminie D3). Warto do opalania przygotować się już na początku wiosny, a kiedy jest już za późno, poświęcić na to regularnie tyle czasu przed urlopem, ile możemy.

Chodzi o stopniowe przyzwyczajanie skóry do słońca, a także odpowiednią dietę. Przede wszystkim skóra tuż po zimie jest często przesuszona i delikatna. Wystawienie takiej nieprzygotowanej skóry wprost na letnie promienie w „godzinach szczytu” (słońce latem świeci najintensywniej między godziną 11:00, a 15:00) może doprowadzić do ostrego, bolesnego poparzenia. Skóra potrzebuje czasu, każdego roku od nowa, aby wzmocnić swoje bariery ochronne i przyzwyczaić się do ciepłych promieni słonecznych. Dieta powinna być bogata w przeciwutleniacze i likopen, beta-karoten, a także witaminy A i E.

Już wiosną powinniśmy wystawiać się na słońce począwszy od kilku minut i stopniowo zwiększać odkrytą powierzchnię ciała oraz czas, jaki na słońcu spędzamy. Przy pierwszej pięciominutowej kąpieli słonecznej nie musimy się od razu smarować filtrem o maksymalnej ilości blokerów. O to właśnie chodzi, by skóra sama zaczęła wytwarzać warstwę ochronną. Nie można jednak zapomnieć o nawilżeniu, najlepiej produktem, który sam w sobie zawiera naturalne filtry, jak na przykład olej kokosowy, który ma SPF (SPF to wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej) o wartości około 4, masło shea – SPF 3-6, migdały – SPF 5, makadamia – SPF 6, oliwa – SPF 8 i jest przeciwutleniaczem. Mocniejsze są: olejek z pestek malin – od około 30 – SPF 50, olejek z dzikiej marchwi – około SPF 40, olej z kiełków pszenicy – SPF 20. Możemy również sami przygotować domowej roboty krem do opalania i dostosować ilość SPF do własnych potrzeb. Przepis na zdrowe słońce znajduje się tutaj: zdrowe słońce – przepis na domowy krem z filtrem UV. Pozwalając jednak skórze poczuć słońce bez żadnych „wspomagaczy”, damy jej dużo dobra. Przy pierwszych 5-minutowych kąpielach słonecznych wystarczy odkryć około 20 procent ciała. Pamiętajmy, aby po opalaniu zawsze dodatkowo nawilżyć skórę.

Konsekwencja tych działań przyniesie owoce w postaci jędrnej i nawilżonej skóry, ogólnego lepszego samopoczucia poprzez zapewnienie organizmowi witaminy D3 (w naszym klimacie wiosna i lato to jedyny czas, gdy tak naprawdę naturalnie można dostarczyć ciału witaminę słońca), a także pięknej, złotej opalenizny (albo, w zależności od karnacji, po prostu braku poparzeń podczas popołudniowego spaceru czy prac w ogródku). Zacznijmy więc od wystawiania twarzy i rąk i pomału odkrywajmy się coraz bardziej nawet, jeśli do urlopu zostały dwa tygodnie. Najgorsze, co możemy naszej skórze zrobić, to wyskoczyć na plażę biali i nieświadomi.

Długotrwałe opalanie, a przebywanie na słońcu (tu właśnie chodzi o umiar) – skoro wiemy, że spędzimy na plaży cały dzień, zaopatrzmy się w akcesoria pozwalające naszej skórze odpocząć. Parasol, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, woda (najlepiej z dodatkiem soli himalajskiej lub polskiej soli kłodawskiej – w ten sposób powstanie naturalny izotonik, a ciało będzie lepiej nawodnione, wystarczy szczypta) – to niewielka cena za bezpieczne, spokojne wakacje.

Kremy z filtrem – jeśli nie zdecydujemy się robić ich samodzielnie, zawsze wybierajmy jak najmniej chemiczne, najlepiej z produktów z upraw ekologicznych, z różną wartością SPF (warto mieć ich kilka). Niestety, produkty drogeryjne często nie spełniają tych standardów, ale na rynku jest coraz więcej świadomych, wegańskich i cruelty free eko marek – warto je wspierać. To przecież inwestycja we własne zdrowie. W końcu to, czym się smarujemy, jest przez naszą skórę wchłaniane. Zatem jeśli nie bylibyśmy w stanie tego zjeść, to czemu chcemy nakarmić tym nasze ciało? Bezpiecznego opalania!

wuvixa

Jestem krytykiem i dziennikarzem z wykształcenia, z zawodu redaktorem, copywriterem z zamiłowania do słów. Wolne chwile spędzam w kuchni, social mediach i... w terenie. Jeśli nie siedzę przy komputerze, a w domu nie unosi się zapach świeżej zupy i pieczonego kurczaka, z pewnością można znaleźć mnie w lesie przykrytą warstwą liści, bo pasjonuje mnie birdwatching i fotografia przyrodnicza.

Skomentuj

Zostaw komentarz