zdrowe relacje

Zajadanie smutków, czyli głód emocjonalny

Choć tematowi głodu została poświęcona cała pierwsza część tej serii, tym razem nie chodzi o objawy połączone z konkretnymi problemami i produktami spożywczymi.



 

Mowa o „wszechobecnym” głodzie, który często towarzyszy przy zaburzeniach emocjonalnych, potocznie mówi się o „zajadaniu negatywnych emocji”. Mawia się także, że istnieją dwa rodzaje głodu: jeden z ciała, drugi z duszy.

Nie bez powodu w filmach często żartobliwie traktowany jest temat rozstań między kochankami i wizja kobiety zajadającej łyżkami całe pudełko lodów czekoladowych. Braki emocjonalne bardzo często próbujemy kompensować sobie czynnikami z zewnątrz, ponieważ nie wiemy, jak uzupełnić je z wewnątrz. Niestety, w przypadku rozstania czynnik powodujący ów braki jest oczywisty. Problem pojawia się wtedy, gdy jemy, myślimy o jedzeniu, niszczymy nasze dietetyczne postanowienia i kompletnie nie wiemy czemu. Dobrym początkiem będzie próba odróżnienia obu głodów.

Głód fizjologiczny, z ciała:

To naturalny rodzaj głodu mający zasygnalizować potrzebę uzupełnienia poziomu energii żywnością. W przeciwnym wypadku nastąpi utrata energii i organizm zacznie słabnąć. Od głodu spowodowanego emocjami różni się tym, że nie nachodzi nagle, tylko stopniowo. Przykładem jego funkcjonowania może być wspomnienie z dzieciństwa większości z nas: gotowanie przez mamę obiadu. Gdy nadchodziła już pora obiadowa i jak każde dziecko z wytęsknieniem wyczekiwaliśmy podania przez mamę jej specjałów, nawet jeśli byliśmy bardzo głodni, zawsze udawało się wytrwać do obiadu bez podjadania. W dziecięcym organizmie funkcje głodu działają zazwyczaj sprawnie i w sposób zdrowy, nieskażony jeszcze późniejszymi problemami. Z głodem emocjonalnym jest zgoła odwrotnie. Nie tylko nie pozwoli on nam wyczekać do obiadu, ale nawet na skutek opóźnienia spożycia wybranych pokarmów może powodować cały szereg niepożądanych emocji i zachowań: od smutku, przez złość, a nawet agresję.



Głód emocjonalny, z duszy (z głowy)

Rozpoznamy go głównie po tym, że przychodzi nagle i potrzeba jego zaspokojenia również jest nagła: chcemy jeść tu i teraz. Często trudno też zdefiniować, co chcemy jeść – mawia się, że smaki, które przychodzą, są nieokreślone: ani słodkie, ani słone. Często chodzi bardziej o potrzebę samego jedzenia, bo głód emocjonalny pojawia się nawet na kilka minut po spożytym posiłku. W cięższych przypadkach jedzenie będzie myślą towarzyszącą nam przez większość czasu i o ile z zajadaniem negatywnych emocji możemy spróbować poradzić sobie sami, cięższe przypadki nie powinny rezygnować z konsultacji psychologicznej.

W leczeniu takiego głodu bardzo ważne będzie rozpoznanie okoliczności towarzyszących. Taki głód nie bierze się z powietrza, jednak jego przyczyna nie musi leżeć w niedalekiej przeszłości. Traumy często uaktywniają się z biegiem czasu – są jak nieprzepracowana żałoba: wracają jak bumerang w najmniej oczekiwanym momencie. Chodzi o to, żeby być najlepszym obserwatorem własnego ciała. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: kiedy pojawiają się napady głodu? Zapisujmy porę dnia, dzień tygodnia, ile czasu minęło od ostatniego posiłku, jakie emocje towarzyszą nam w związku z napadem. Być może mamy zaburzone wzorce odżywania, być może winien jest stres. Jeśli czujemy, że nas to przerasta, również powinniśmy zasięgnąć porady psychologicznej.

Nadmierny apetyt również nie musi wskazywać na żadne zaburzenie. Niektórzy nie bez powodu mówią o sobie, że mają „apetyt na życie”. Jeśli w tym wszystkim potrafimy zachować umiar, a po spożyciu nie towarzyszą nam wyrzuty sumienia, negatywne uczucia, nie wpadajmy od razu w panikę. Zachcianki można łatwo wyeliminować zrównoważoną dietą. Ważne jest, aby była odpowiednio skomponowana, bogata i obfitująca w świeże owoce i warzywa, wtedy nie będą pojawiały się sygnały świadczące o zachwianiu równowagi.

wuvixa

Jestem krytykiem i dziennikarzem z wykształcenia, z zawodu redaktorem, copywriterem z zamiłowania do słów. Wolne chwile spędzam w kuchni, social mediach i... w terenie. Jeśli nie siedzę przy komputerze, a w domu nie unosi się zapach świeżej zupy i pieczonego kurczaka, z pewnością można znaleźć mnie w lesie przykrytą warstwą liści, bo pasjonuje mnie birdwatching i fotografia przyrodnicza.

Skomentuj

Zostaw komentarz