fbpx
wychowanie

Pięć gramów miłości, jeden gram dyscypliny

Rodzice nieustannie skarżą się na nieodpowiednie zachowanie swych synów. Narzekają, że synowie ich w ogóle nie słuchają. Jest jednak pewien sekret, którego znajomość pomaga w wychowywaniu chłopców:każdy chłopak zrobi praktycznie wszystko, o co poprosi go ojciec



Nawet trzylatek chce być kochany, akceptowany i dowartościowany. Najlepiej przekona się o tym, widząc, że mama i tata są z niego zadowoleni i dumni. Jest tak od zawsze.
Rolą rodzica jest zrozumieć tę potrzebę i wyjść jej naprzeciw.
Jest to trudne, ponieważ wielu rodziców jest dziś przemęczonych. Gdy zaś nastanie wiek nastoletni i chłopcy bywają mniej w domu, wydaje nam się, że powinniśmy egzekwować nasze wymagania szybko i kategorycznie.
Reasumując: mówimy do naszych synów zbyt szybko, zbyt często ich pouczamy, a jakże rzadko pozwalamy im mówić do nas. Nie mamy czasu, aby cierpliwie ich wysłuchać. Jednak żaden chłopak nie posłucha rodzica, który najpierw nie wysłucha jego. Żaden syn nie chce przyjąć porady od ojca, jeśli ten nieustannie mu przerywa lub bez przerwy go krytykuje. Prawda jest taka, że bardzo często syn od razu wie, o co nam chodzi – i nie musimy przedstawiać mu całego dobrze przygotowanego wywodu. Chłopcy wiedzą, co lubimy, a czego nie lubimy; doskonale zdają sobie sprawę, czego od nich oczekujemy, dlatego też w wychowaniu nastolatka mniej ważne jest, by mówić, a dużo ważniejsze, by słuchać.
Wielu z nas słyszało powiedzenie, że każda krytyka dziecka musi zostać zrównoważona siedmioma komplementami. W stosunku do nastolatków można zrobić takie porównanie: ważne jest, by twój syn spędzał siedem razy więcej „pozytywnego czasu” z tobą (gdy go słuchasz), niż „czasu negatywnego” (gdy go krytykujesz lub robisz mu wymówki).
Chłopcy słuchają wszystkich tych osób (w tym rodziców), które szanują, lubią, podziwiają lub czują przed nimi zdrowy respekt; instynktownie odrzucają zaś słowa pełne krytyki, kpin czy agresji. Jeśli masz tendencje do odruchowego krytykowania i narzekania na syna, postaraj się powstrzymać choćby przez miesiąc. Tracisz czas i energię, odzierasz swojego syna z poczucia własnej wartości, a także niszczysz samego siebie.
Bardzo prawdopodobne jest, że to, jak komunikujesz się z synem, odzwierciedla sposób, w jaki twoi rodzice porozumiewali się z tobą, gdy byłeś dzieckiem. Rodzice bowiem często w swoim zachowaniu nieświadomie powielają to, co jest im znane, zamiast działać zgodnie ze swoim przekonaniem.
Pewnego dnia w moim gabinecie zjawił się Brent wraz ze swym piętnastoletnim synem Lincolnem. Brent był mocno zaniepokojony zachowaniem syna: Lincoln pyskował, wieczorami wychodził po kryjomu z domu, w szkole miał coraz gorsze stopnie, eksperymentował też z narkotykami. Brent zastanawiał się, co dzieje się z „tym chłopakiem”, jak go określał.
Przez pierwsze dziesięć minut Brent mówił bez przerwy. Ewidentnie chciał wyrzucić z siebie wszystko, co gromadziło się w nim od miesięcy – pozwoliłam mu na to.
– Po prostu tego nie rozumiem – mówił. – Zapewniam mu wszystko, co mogę: robi kurs prawa jazdy, gra w hokeja, chodzi do prywatnej szkoły. Zwyczajnie nie chce mu się wziąć do roboty. Zadaje się z nieodpowiednim towarzystwem i ciągle kłamie. Ja nigdy nie skłamałbym memu ojcu, rodzicom należy się trochę szacunku!
Potem przyszła kolej na Lincolna. Był cichy i spokojny.
Ojciec nawet na niego nie spojrzał, ciągle był wzburzony i wściekły.
– Tata… po prostu nic nie rozumie. To znaczy, ja naprawdę jestem dobrym synem, ale on na nic mi nie pozwala, nigdy mi nie wierzy.
Tu ojciec przerwał mu gwałtownie.
– Dlaczego miałbym ci wierzyć? Ciągle tylko kłamiesz!
Na szczęście udało mi się powstrzymać go przed dalszym ciągiem.
– Widzi pani? On mnie po prostu nienawidzi. Cały czas ma o coś do mnie pretensje. Według niego niczego nie robię dobrze. Nie jestem dla niego wystarczająco mądry. W mojej drużynie hokejowej gram jako obrońca, a tata poszedł do trenera kłócić się, żeby mnie zrobił napastnikiem. Wie pani, jak głupio się wtedy czułem? – Lincoln zamilkł.
Dałam znak ręką Brentowi, by nic nie mówił.
– Czego oczekiwałbyś od taty? – spytałam.
Lincoln spuścił głowę i przez chwilę milczał.
– Niczego, po prostu niczego – wymamrotał w końcu.
Twarz Brenta zachmurzyła się. Spytałam go:
– Jak pański ojciec odnosił się do pana?
– Mój ojciec, niech pani sobie wyobrazi, nigdy nie pozwoliłby jakiemuś dzieciakowi okłamywać go i lekceważyć. I ja też sobie na to nie pozwolę.
– Nie o to pytałam. Chciałabym wiedzieć, w jaki sposób pana ojciec odzywał się do pana.
Oczy Brenta rozszerzyły się, wyglądał na przestraszonego. Patrzył na mnie, zupełnie nie zwracając uwagi na Lincolna. Zmienił się ton jego głosu – stał się jakby delikatniejszy. Lincoln popatrzył na tatę, oczekując odpowiedzi. Nagle zaczęło go interesować, co powie tata.
– Bardzo źle. Naprawdę bardzo źle. Ciągle mnie krytykował; chciał, abym był twardy i silny, ciągle mi o tym przypominał. Wierzył chyba, iż stanę się lepszy przez to, że bez przerwy będzie mi wypominał moje porażki. Ale to nic nie dało. Po prostu przestałem się starać, nie chciało mi się już dłużej wysilać.
Lincoln patrzył na tatę jednocześnie z niedowierzaniem i smutkiem. Gdy Brent mówił, dla wszystkich z nas stało się jasne, że sposób, w jaki traktuje Lincolna, dokładnie odzwierciedla to, jak traktował go jego własny ojciec. Brent uświadomił sobie wreszcie, jak bardzo jego postawa niszczy Lincolna i przeprosił go za to.
Jego zachowanie nie mogło, oczywiście, całkowicie usprawiedliwić nieuczciwości syna, babrania się w narkotykach czy kiepskich stopni w szkole. Jego ciągły krytycyzm z pewnością nie pomagał jednak chłopakowi, który czuł się coraz bardziej wyobcowany i w ogóle niezainteresowany wypowiedziami swojego ojca. W tej sytuacji Lincoln szukał więc potwierdzenia własnej wartości w narkotykach i złym towarzystwie.
Brent dokonał dwóch zasadniczych zmian w życiu. Zamiast nurzać się w poczuciu winy, postanowił ukrócić swój gniew i krytykę. Postanowił, że zanim coś powie, będzie najpierw słuchał, a potem znowu słuchał. A gdy będzie już miał coś powiedzieć, nie będą to słowa krytyki, ale rozsądna rada. Zdecydował także, że będzie spędzał więcej czasu z Lincolnem (za jego zgodą) i nie będzie prawił mu wtedy żadnych kazań. Zamiast tego zaczęli wspólnie robić rzeczy, które lubili. Wyjechali razem pod namiot, łowili ryby, a czasem w zimie wyjeżdżali na narty. Nie spędzali razem bardzo dużo czasu, ale naprawdę dobrze się bawili. Rok później Lincoln powiedział mi, że zrezygnował z części treningów hokeja po to, by częściej móc spędzać czas z tatą. Najlepsze było jednak to, że Lincoln przestał kłamać; nie wychodził też cichaczem z domu. Starał się naprawdę poprawić.
Czas, poświęcona uwaga, uczucie i akceptacja – tego potrzebuje (w ogromnej ilości) od swoich rodziców każdy chłopak. Gwarantuję, że jeśli większość relacji rodziców z synami będzie się skupiać wokół tych czterech czynników, to korekta zachowania i dyscyplinowanie będą skuteczne wtedy, gdy będzie to naprawdę potrzebne. Synowie próbują zadowolić swych rodziców, jeśli wiedzą, że to w ogóle możliwe. W sytuacji braku równowagi między miłością i dyscypliną chłopcy czują się zagubieni.

Gregory L. Jantz

psycholog, licencjonowany doradca zdrowia psychicznego oraz certyfikowany specjalista zaburzeń odżywiania. Jest autorem bestellerów oraz założycielem Centrum „Miejsce nadziei” w Edmonds, gdzie przez ponad ćwierć wieku pomaga pacjentom w ich problemach emocjonalnych, relacyjnych, fizycznych i duchowych. Prywatnie mąż i ojciec dwóch synów.

Skomentuj

Zostaw komentarz