fbpx
mity żywieniowe_baner
zdrowy dom

Co Ci rośnie w domu? Lecznicze rośliny zielone, które znajdziesz na parapecie cz. I

garden geranium flowers

Na naszych domowych parapetach można czasem znaleźć niezwykłe cuda natury. Kwiaty, które mamy w domu, mogą się okazać bogate nie tylko w urodę, którą ozdabiają wnętrza mieszkania, ale również w cenne właściwości lecznicze. I mowa tu nie o popularnych ziołach, jak mięta czy bazylia, roślinach wymagających prac ogrodowych czy balkonowych,
a o (nie)zwykłych roślinach doniczkowych. Przedstawiamy pięć kwiatów, które wykorzystać można w codziennym życiu w ramach naturalnej, domowej apteczki.



Geranium (anginowiec, anginka, pelargonia pachnąca)

Ta niezwykle popularna, niewymagająca roślina doniczkowa przeżywa właśnie swój renesans. Nie będzie dłużej kojarzyć się z babcinym oknem w kuchni i zabawnym, nie każdemu przypadającym do gustu zapachem. Jej liście bogate są w liczne olejki eteryczne i to one odpowiadają za ten specyficzny zapach. Włochate listki wystarczy dotknąć, by uwolnić zapach geranium.

Olejek eteryczny z geranium nie jest rzeczą nową i można spotkać go w sklepach zielarskich
i aptekach. Olejek geraniowy stosowany jest w celu regulacji gospodarki hormonalnej, dla stymulowania układu odpornościowego. Jego regularne stosowanie zadziała zbawiennie na układ nerwowy – to istny zapachowy tonik dla nerwów. Pomoże przy bólu głowy. Geranium ma właściwości przeciwzapalne, antyseptyczne, tonizujące, przeciwbólowe. Sprawdzi się jako olejek do masażu, szczególnie antycellulitowego. Pomaga przy infekcjach grzybicznych
i problemach trądzikowych.

Mając tę roślinę w domu, zamiast kupować olejek, samodzielnie możemy wykorzystać ją do aromaterapii (wystarczy rozetrzeć w dłoniach listek) lub zrobić napar z liści. Same liście można wykorzystać też przeciwobrzękowo przy urazach lub bólach reumatycznych, problemach skórnych (liszaje, egzema), a także jako aromat do herbaty.

Nazywanie geranium „anginką” nie jest przypadkowe. Roślina ta sprawdza przy wspomaganiu leczenia chorób górnych dróg oddechowych i zapaleniach ucha. Nie bez powodu też mawia się, że wszelkie przeziębienia mają swój początek właśnie w uszach. Gdy tylko poczujemy, że zaczyna nas „coś brać” lub poczujemy kłucie w uszach, zwinięty w kulkę listek geranium można sobie zaaplikować do ucha (nie za głęboko) i zostawiać przez parę godzin lub do jego wypadnięcia. Jeśli choroba dokucza, można przy pomocy kilku listków geranium zrobić inhalację albo gorącą kąpiel.

Kwadrans relaksu i wdychania olejków z roztartego listka przyniesie ukojenie przed snem, ukoi, obniży ciśnienie, zapewni pierwszą pomocą przy infekcjach.



Żyworódka

Kto by się spodziewał, że ta urocza roślina z gatunku kalanchoe będzie miała zastosowanie w naturalnej, domowej apteczce. Żyworódka pierzasta, bo to o niej mowa, za swoje właściwości była kiedyś stawiana przed tak popularnym dzisiaj aloesem. Jest niezwykle bogata w witaminę C, sole mineralne i kwasy tłuszczowe, flawonoidy. Podobnie, jak geranium, wykazuje właściwości przeciwzapalne, przeciwgrzybicze, a także przeciwwirusowe i regenerujące.

Podczas domowego stosowania przyda nam się sok z liści żyworódki, macerat albo nalew spirytusowy z tej rośliny. Wykorzystuje się ją przede wszystkim do leczenia wszelkich problemów ze skórą (od trądziku, przed kurzajki, blizny, oparzenia, łupież, owrzodzenia po grzybice), jak również przy zapaleniu żołądka. Miąższ z liści można wykorzystać bezpośrednio na skórę również w celach pielęgnacyjnych – łagodzi podrażnienia, pomaga w regeneracji drobnych ran. Picie soku z żyworódki można obniżyć poziom cukru we krwi, złagodzić zgagę. Nalewkę z żyworódki można pić przy przeziębieniach, anginie, astmie.

Victoria Kozaczkiewicz

Jestem krytykiem i dziennikarzem z wykształcenia, z zawodu redaktorem, copywriterem z zamiłowania do słów. Wolne chwile spędzam w kuchni, social mediach i... w terenie. Jeśli nie siedzę przy komputerze, a w domu nie unosi się zapach świeżej zupy i pieczonego kurczaka, z pewnością można znaleźć mnie w lesie przykrytą warstwą liści, bo pasjonuje mnie birdwatching i fotografia przyrodnicza.

Skomentuj

Zostaw komentarz